Wiersze

Wiersz w naturze

poznałem zapach łagodny i świeży nie jestem
poetą jak o mnie mówisz bo wypisuję brzydkie wyrazy
na klatkach schodowych to pewna wariacja
w zielonych oczach niechęć do nowości

zabieram cię na podmiejskie polany wiesz czego chcę
więc wiesz co robić zające spłoszone falujące zboże
trawę masz w ustach odstawiasz teatrzyk
kiedy próbuję zdjąć z ciebie sukienkę

to się nie liczy to się nie liczy zabawmy się
w berka w myszkę i kotka jesteśmy sami
już słupek rtęci skacze do góry czuję się inny
niż choćby wczoraj to czas mnie posuwa taka aluzja

na lewej łopatce ziarenko piasku albo literka
o krągłym brzuszku głaskana wolno odkrywam zwrotki
pełne rumieńców rozsuwam wersy moja poezja
na mokrej trawie dotknij mnie proszę między słowami

Wiersze

Klatka z codzienności

kiedy ciekawa chciałaś dotknąć pierwszy raz
rozmawialiśmy o zakładaniu konta przeprowadzce
wspólnych wyjazdach do górskiej chatki babci

tylko tam moglibyśmy wspiąć się na wyżyny
dokończyłbym książkę ty zrzuciłabyś parę kilo
i byłaby pewność że nie zmarnujemy czasu

za drugim razem bliżej poznania dwuznaczne
wykręty i stało się leżymy razem na małej sofie
od kilku lat praca ósma – szesnasta i nerwy słabe

wstać wcześnie kupić bułki mleko pies
obowiązkowo dwie kupy i osiem sików sąsiad
hejnał wariacki za sklepem ustawiam zegarek

kolejne zetknięcia przypadkiem jak wyrok
gdy kochanek sześć to mężczyzn dwunastu
czysta matematyka nieczyste zagrania

ktoś wkręcił słoik zamiast klosza na klatce
pierdoleni artyści amatorzy rozrzucania
butelek petów reklamówek i kolorowych gazet

kiedyś spędzałem godziny na półpiętrze
każdą prawie z inną dziewczyną i każda prawie
chciała tam wracać dotykać pamiętam

i jeszcze całowanie na skrzyni od elektryki
żebyś ty umiała tak pieścić jak dawniej ona
mógłbym nawet przynosić pachnące kwiaty

zapytaj gdzie kończy się ta historia
wypisana sprayem na klatkach pamięci
skądś znam te obrazy a ty się uśmiechasz

pożółkłe kartki w kalendarzu na ścianie
nie obchodzimy już świąt one nas nie obchodzą
więc nie dostaję czerwonej kartki wyblakła

Wiersze

Stażysta II: przede wszystkim

Siódma trzydzieści przez następne pięć miesięcy. Autobus.
Pokój kierownika pozostał niedokończonym epizodem. Dziś
jestem obok. Jestem ponad wszelką wątpliwość w pokoju obok.
Obok ciebie. Ósma dwie. Włączyli ogrzewanie. Zimny poniedziałek.
Mógłbym cię rozgrzać, maleńka. Nie mogę. Ani nie chcę rozgrzewać.
Ania czyta gazetę sprytnie ukrywając ją pod blatem biurka.

Włączyć komputer. Przynieść jakieś teczki. Wpisywać. Dopisywać.
Najchętniej popisać się przed tobą. Podpisać ważny dokument.
Zaistnieć choćby na chwilę. Poczuć się ważnym. Poczuć wagę
twojego ciała, maleńka. Czujne koleżanki węszą podstęp. Teraz
nie uda się przełamać lodów. Ale już na firmowej wigilii
przełamiemy się opłatkiem. Będę ci życzył i będę życzył sobie.

Teraz po teczki. Zostały trzy, więc prędzej. Jeszcze herbata.
Ale tylko ekspresowa. Bo czas nagli. Bo czasem lubię ekspresem.
Wycieczki w nieznane. Nie po to, aby odkryć prawdę. Po nowe doznania,
nowe smaki i kuszący zapach. Zapach twoich perfum, maleńka.
Smak herbaty mieszający się ze smakiem twoich ust. Podnieść głowę
z biurka. Obudzić się jednocześnie usypiając fantazje. Do pracy

bo na zegarze zbliża się dziewiąta. Komputer zawiesza się, gdy
wchodzisz do pokoju. Zawieszam wzrok na tobie. Tłumaczę: to nie komputer,
zawiesił się program, zawiesił się program za dwa miliony złotych.
I przez chwilę w owym zawieszeniu pozostanie. Zawieszenie broni po
zebraniu u kierownika. Chwilowa pustka, którą usilnie staramy się wypełnić.
Chcę zawiesić obraz martwej natury w naszym domu za dwa miliony złotych.

Czy uda się naprawić ten program? Odparłem: chcę pozostawić po sobie ślad, chcę
choć przez chwilę zawisnąć z tobą poza czasem. A jeśli poza czasem, to gdzie?
A jeśli poza czasem to nie zapytam kiedy. Proszę! W ośrodku nie można
pracować bo zawiesił się program. Więc na górę do pokoju z serwerem. Zanim
do środka najpierw prośba o klucze. Prośba o klucz do Twojego pokoju
na najwyższym piętrze myśli. Dosyć. Splątany niepewnością otwieram drzwi.

Dosyć! Znowu widzę rysy twojej twarzy, niewyraźne linie tworzące kształt.
Serwer działa. Tu wszystko jest w porządku. Tu panuje ład, więc problem
leży gdzie indziej. Jeszcze nieznaleziony. Pokażę ci takie miejsce, w którym
na pewno się zakochasz. I zakochasz się we mnie, maleńka. Przywrócić program
do życia. Żyć mógłbym z tobą. I rozwiązywać problemy. Leżeć przy tobie,
na tobie, pod tobą. Bo takie mam marzenie, maleńka, żeby.

Na korytarzu tłum ludzi. Dziś czwarty, więc wypłacamy zasiłki. Dziś czwarty
w kolejce stoi blady mężczyzna. Ledwo trzyma się na nogach, wydawać się
może, że ledwo trzyma się po tej stronie ściany. Ściana jest stroma, ale
tak łatwo ją minąć. Zbyt łatwo. Komórka. Wibracje w mojej kieszeni, tak
jak wibracje w głowie przez ciebie przerywane. Nie mogę rozmawiać.
Rozwiązuję problem. Wiem! W ostatnim pokoju ktoś ładuje telefon.

Jedna sieć odłączona, aby inna mogła działać. Ta sieć ma kształt gwiazdy.
Jesteś częścią sieci, w którą mógłbym się zaplątać. Sytuacja opanowana. Można
uruchomić program. Można pracować. Dotykać klawiszy. Dotykać myszki, o tak.

(Nie zdradzę o czym pomyślałem. Nie zdradzę!)

Patrzeć w jasne mrugające oko. Wzrok psuje się z każdym dniem, ale
psują się też relacje, gdy próbujemy porozmawiać poważnie. Praca zaczęta.
Chyba wszystko ma jakieś uzasadnienie. Co o tym myślisz? Chyba wszystko
da się wyjaśnić skoro znaleźliśmy się tutaj w tym samym czasie. W tej samej
przestrzeni powietrznej.

Kaloryfery coraz cieplejsze. Myśli przerywane dźwiękiem telefonu. Lepiej
dźwiękiem twojego głosu, maleńka. Tyle ciepła masz w sobie. Więc chodź.
Już trzynasta. Zamknięte okienko informacji, jestem sam. A sam być nie chcę.
I nie umiem. Więc chodź. Kupiłem świeże ciasteczka. I sok z ananasów. Mogę
poczytać ci wiersze, zadać zagadkę, choć zagadką największą jesteś ty, maleńka.
Bo nie umiem czytać z twoich oczu. Jedynie z ruchu warg i ruchu bioder, gdy

mijasz mnie na korytarzu. Czy to wszystko jest tak nietrwałe, że jutro
o mnie zapomnisz? Zostaną wiersze, gdzieś na wysokiej półce twojej biblioteczki?
Ale nie ufaj tym wierszom. Trafiły pod twój dach. Trafiły tam, gdzie mógłbym
trafić ja. Znaleźć się na peronie własnych myśli. Nie czekać na pociąg
do ciebie. Myśli ukryte w walizce, z której uchodzi jasne przeraźliwie światło.

Wiersze

Chcesz mi pokazać

chcesz mi pokazać
jesteś jak równanie z niewiadomą
(nie potrafię odgadnąć myśli)

kiedy w pośpiechu szukam
i nie mogę znaleźć
poznaję coraz ciekawsze techniki
rozwiązywania odpinania rozsuwania
równań guzików suwaka

lubię próby Bernoulliego
lubię odnosić sukces
w N-próbach N-równaniach
w N-dziwacznościach
gdy chcesz mi pokazać
wspólną płaszczyznę

punkt wspólny nocą

Wiersze

Odkrywanie planet

Powiedziała: opowiedz jakąś historię.
Niech będzie o tobie i o mnie. Jesteś poetą, a ja
zakochałam się kiedyś w poecie, był delikatny,
opowiadał mi o lepszym miejscu
i byliśmy przez chwilę jak jedność,
a wiatr potargał mi włosy.

Powiedziała: byłam w gimnazjum, więc wiem,
co to zmarnować trzy lata, jesteś poetą, który może
mieć moje młode ciało, tknąć we mnie iskrę.
Opowiedz mi o potrzebie, o świecie, o świcie,
jesteś poetą i masz wyrobiony język, a ja poetką
nie jestem, ale niedługo wyrobią mi dowód.

Powiedziała: ojciec kupi mi samochód
na osiemnastkę, będziesz czytał mi wiersze
na tylnym siedzeniu, może nawet dam ci
się pocałować, zakochałam się kiedyś w poecie,
a on całował, całował. Jesteś poetą. Z przerwą
między jednym guzikiem, a kolejnym wersem,
z przerwą na złapanie za tyłek.

Więc opowiedziałem jej o miejscu, w którym
zostaniemy przyjaciółmi. Między jednym
pocałunkiem, a kolejnym wierszem.

Po ludzku, w jakimś zaułku, będziesz paliła
papierosa, wcześniej usta zamoczysz w ciepłym
piwie, pokażę ci sztuczkę ze znikającą monetą,
nie odgadniesz co chowam teraz w dłoni.

Wiersze

Albo nawet zbawieni

Ona ma długie blond włosy. Ma duże,
niebieskie oczy. Tak duże jak zapędy
tych niezłomnych amantów.

Ona nie da się zbliżyć do siebie. A oni
wychodząc z inicjatywą, otwierają jej drzwi.
Starają się używać sprawdzonych i dobrych.

Ona się uśmiecha, często gryzie wargi.
A im krew płynie jakby szybciej.
O jej wargach nie ma mowy. Są tylko

myśli i zawstydzone twarze, kiedy
z premedytacją nosi za krótką spódniczkę.
Tworzy w ich głowach kształty,
o których wstydzą się opowiadać.

Każdy jej dotyk sprawiłby, że nagle stanie
czas i w jednej chwili byliby zbawieni.

Wiersze

Nietakt

Założymy grupę poetycką, założymy się z panem
urzędnikiem, że wstydu nie będziemy przynosić.
Przyniesiemy wiele nagród, wypromujemy miasto.
Potem założymy śmieszne ubranka, zabawimy się,
będzie występ niemal teatralny i parę wierszy.

Założymy grupę poetycką, zaprosimy dziewczyny,
będą czytać nasze wiersze i od razu zakochają się
i zechcą słuchać tych wierszy na dobranoc.
Więc ułożymy plan, zdobędziemy pieniądze,
aby dziewczyny mogły chodzić do kina i na szejki.

Czytanie wierszy, dyskusje, pieprzenie trochę,
bo tego nie uniknie się. Nasze małe spotkania,
wielkie ideały, rozwieszone na poręczach dnia.
Będzie lirycznie, wieczorki autorskie i brawa.
Wręczą dyplom z uśmiechem, wierzyć że szczery.

Wiersze

All-chemia

północ dochodzi szczęśliwa
bo w pełni się spełni i zaśnie

księżyc jeszcze niewyraźny, ale gwiazdka
z reklamy przyniosła żółte tabletki

północ dochodzi jeszcze zdobywa niebo
nakrywając je ciemną kołdrą

my

(popiół z papierosów wtarty w dywan
plama porannej kawy na firance)